GDZIE JEST TEN MUREK?

 

Dziennikarze są w atrakcyjnej sytuacji. W codziennych kontaktach ze znajomymi nasze rozmowy toczą się wokół błahych spraw, są bardzo pobieżne. „Co słychać?”, „Jak leci?” – łatwe, niewymagające inteligencji pytania i jeszcze bardziej zdawkowe odpowiedzi rozmywają się w gonitwie życia. Wywiad to moment wyciszenia, zatrzymania w czasie. No i niejako „z urzędu” otrzymujesz klucz do wnętrza swego rozmówcy. I możesz pytać o rzeczy, o które nie zapytasz w autobusie czy w trakcie beztroskiej imprezki.

Myślę, że mogę powiedzieć, iż się przyjaźnimy. Nasza znajomość rozpoczęła się od wywiadu, o którym wspominam w pierwszym pytaniu. W trakcie tej dekady przeszła ona wiele etapów. I był tylko jeden rok oddalenia, kiedy męczył nas jakiś kac po zakończeniu współpracy menadżerskiej. Och, zmieniło się bardzo wiele przez te lata. Nie wymieniamy już 10 listów w miesiącu jak kiedyś, ale każde spotkanie ogromnie cieszy. Ale czasem mi brakuje szczerej i głębokiej rozmowy. Nic łatwiejszego: trzeba zrobić wywiad! Oto i on.

 

Sławek: Od czasu naszej pierwszej rozmowy, która została nagrana i wydrukowana w fanzinie W Moich Oczach minęło już 10 lat. To bardzo dużo czasu. Zarówno Twoja, jak i moja sytuacja życiowa diametralnie się zmieniły. Wtedy najbardziej zaszokował mnie Twój brak wiary w naprawę tego świata. Mówiłeś, że w zasadzie czekasz tylko na jego koniec. Chciałem się zapytać jak dzisiaj na to patrzysz?

Tomek: To co widzę jest jeszcze gorsze, a obawiam się, że najgorsze dopiero nastąpi. Światowa kultura jest cywilizacją śmierci i zmierza ku śmierci. Owocem tej kultury jest ciągle postępująca degenerka. Ja nie chcę uczestniczyć w tej kulturze i w „tym świecie”. To jest gówno. My jesteśmy z innego świata. Jezus Chrystus mówi, że jego królestwo jest nie z tego świata. My chcemy być tam gdzie on.

S: Jestem zdumiony tym co mówisz. Myślałem, że w pewnym stopniu zamieniliśmy się rolami. Dziesięć lat temu Ty byłeś pesymistą, a ja mocno wierzyłem w zmianę tego świata. Wydawało mi się, że wiara w Boga daje Ci równocześnie wiarę w świat….

T: Ja nie wierzę w „świat”, ja wierzę w Boga. Przez słowo „świat” rozumiem kulturę, którą obecnie można nazwać „wielkim miastem”. Nie wiem czy zwróciłeś uwagę, że obecnie nigdzie nie ma tzw. kultury wiejskiej, wszędzie wdziera się globalna kultura miejska ze swoimi protezami szczęścia w stylu barów McDonalda. Wszyscy już na świecie chodzą w tych samych spodniach, oglądają te same filmy, słuchają tej samej muzyki, piją te same napoje i myślą tak samo. W tej cywilizacji nie ma miejsca na Chrystusa. To co proponują człowiekowi współczesne media to jest „przemoc i agresja” jak śpiewał zespół Izrael. Ja mogę powiedzieć, że mnie telewizja terroryzuje, nie mówiąc już o internecie. To są wielkie zagrożenia dla człowieka, potężne siły wobec których człowiek jest bezradny.

Mogę sparafrazować słowa pewnego cadyka. Na początku wydawało mi się, że śpiewając w zespole Armia mogę zmienić cały świat. Później okazało się, że dobrze będzie jeśli zmienię chociaż rodzinne miasto. To się nie udało, więc pomyślałem po kilku latach, że dobrze będzie jeśli nawrócę swoje najbliższe otoczenie. Ale i to się nie udało. Więc widzę, że jedyną rzeczą jaką mogę zrobić jest to, abym to ja się chociaż nawrócił. Ja jestem wciąż na drodze. Dopiero wszedłem na pewną drogę i teraz wiem dokąd idę. Ale ja nie jestem jeszcze prawdziwym chrześcijaninem. Daleka jeszcze droga przede mną.

S: Jak to możliwe, że w obliczu tak skrajnie pesymistycznej wizji świata zdecydowałeś się żeby mieć dzieci? Czy to nie sadyzm – wysłanie ich w ten zły świat?

T: Ja odkryłem swoje powołanie do bycia mężem mojej żony Natalii i Bóg pobłogosławił naszą miłość. I to jest moje największe powołanie, nie bycie artystą czy muzykiem. To są rzeczy wtórne wobec tego, że jestem ojcem dwojga dzieci. Ja będę odpowiadał przed Bogiem za to jak je wychowałem, a nie jakie nagrałem „wspaniałe” płyty. Ważne jest to aby moje dzieci miały wiarę, bo chrześcijanie mają w tym okrutnym świecie pewną misję. Im gorzej, tym bardziej oni są potrzebni. I to nie jest ucieczka od tego świata. Wręcz przeciwnie – to jest ofiara.

S: Ogromnie mnie zaskakuje to, że w wywiadach, których udzielasz, ja już nie słyszę Ciebie, nie mogę poznać Twoich poglądów, gdyż wciąż mówisz „Pan Bóg to, Pan Bóg tamto….” To może być mylące…

T: Nie, dlaczego?

S: Uważam, że jest to w pewien sposób unikaniem odpowiedzi na pytania.

T: Ale myślisz, że ludzie nie czytają moich tekstów? Przecież one są bardzo osobiste. Poza tym słowo boże jest ratunkiem dla mojego życia, bo to słowo jest prawdą. Tzw. „moje poglądy” nie są prawdą i niejednokrotnie zaprowadziły mnie do upadku i grzechu, do cierpienia mojego i bliskich. Ja nie jestem guru jakiejś sekty i nikomu nie proponuję życia według „moich” przekonań i poglądów. Ja jestem grzesznikiem. Jedyne co mogę zrobić to wskazywać ludziom na Chrystusa. Bo to Chrystus jest prawdą. Nie Ja. Nie ma nic takiego jak filozofia życia Tomasza Budzyńskiego. Chrześcijaństwo nie jest bowiem filozofią ani ideologią. A mi do chrześcijaństwa jeszcze trochę daleko.

S: Dlaczego mówisz, że dopiero niedawno się nawróciłeś? Odkąd pamiętam zawsze w Tobie było dużo wiary w Boga.

T: Mylisz słowo nawrócenie z tzw. religijnością. Nawrócić się znaczy pełnić wolę Boga i dziękować mu za wszystko co cię spotka i spontanicznie wykonywać uczynki życia wiecznego. To znaczy kochać, kochać tak jak Chrystus, mieć miłość do wroga, do tego który cię niszczy i prześladuje. Z tą postawą łączy się prawdziwa wolność. Bez Ducha Św. człowiek nie może tak żyć. Dlatego my nie mamy żadnych „zasług”. Wszystko otrzymałem za darmo. Do tej postawy jeszcze „nie dorosłem”. Ja zawsze żyłem w pewnej atmosferze „religijności”, ale to jeszcze nie jest chrześcijaństwo. Mogę powiedzieć, że pozwoliłem aby do ciemnego pokoju wpadł jakiś promyk światła. I on zaczął działać i pracować w moim życiu.

S: Często negujesz swoje dawne życie. Zupełnie jak w piosence „Nie Ja”. Wycofujesz się z tego życia i uznajesz je za nic niewarte.

T: Tak, dokładnie. Ja się go wstydzę. Po prostu jeśli człowiek szuka, to chodzi różnymi ścieżkami, a czasem są to bezdroża i manowce. W tamtym czasie było ich dużo poprzez mój egoizm. Wtedy mówiłem: Ja sam znajdę, Ja sam zrobię, Ja, Ja i jeszcze raz Ja. Teraz widzę, że ja to najwyżej mogę siku zrobić, ha, ha, ha. Niewiele więcej.

Bóg zawsze kieruje człowieka na dobrą drogę, ale daje mu wolność wyboru. Chrystus nie jest chamem i nikogo do niczego nie zmusza. Bóg mówi tylko, że jeżeli pójdziesz inną drogą to umrzesz. Większość ludzi idzie tą własną drogą, którą uważają za jedyną słuszną i na jej końcu stoi śmierć. Chrystus pokazuje mi drogę życia, a ja chcę żyć!

S: Wydaje mi się, że jesteś teraz bardziej pokorny wobec świata i wobec tego co ten świat Ci przynosi, i jest to zapewne kwestia wiary, a z drugiej strony Twoja wiara jest bardzo bezkompromisowa. Jesteś jak w tytule książki – Radykalny.

T: Nie zgodził bym się z tym. Wydaje mi się, że niestety idę w życiu na dużo kompromisów. Ten świat ma swoich bożków, takich jak pieniądze, uznanie, szacunek i ja nie jestem od nich wolny. Jako artysta bardzo ważne i istotne dla mnie jest uznanie ludzi. Tak samo pieniądze. Widzę, że jestem do tego przywiązany. To nie jest radykalne. Jedynie czego jestem pewien to słowa Jezusa: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem”. I to będę mówił zdecydowanie. Innej prawdy nie ma.

S: Myślałem, że bycie osobą publiczną, znanym artystą i pieniądze to tylko jakieś środki w Twym życiu, które wykorzystujesz do osiągnięcia swych celów.

T: Całe szczęście, że w jakimś stopniu jest tak jak mówisz. Gdyby tak nie było zapewne nie bawiłbym się w punk rocka, ale grałbym coś innego. Tym bardziej, że ten styl życia jest dla mnie trochę męczący. Ale czuję się uzależniony od pieniędzy i martwię się na przykład co będę jadł i co będę pił.

S: Taak? A ja widzę, że obecnie masz ich więcej niż w czasach kiedy byłeś na listach przebojów i na pierwszych miejscach podsumowań rocznych na najlepsze zespoły.

T: To prawda, to szokujące i nie potrafię do końca wytłumaczyć tej tajemnicy. Gramy mniej koncertów, sprzedajemy o wiele mniej płyt, a pieniędzy mam więcej, ha, ha, ha. Ale ja wierzę, że jak Pan Bóg daje dzieci, to daje również na dzieci i wtedy my też na tym korzystamy. To jest łaska.

S: To prowadzi nas do kolejnego pytania. Status zespołu na scenie muzycznej zmienił się radykalnie. Od list przebojów, wielkich koncertów i koncernów płytowych przeszedłeś z zespołem na bok, do mniejszej firmy. A mimo to znajdujesz łatwo swojego słuchacza.

T: Może to co powiem zabrzmi nieskromnie, ale uważam, że nasz zespół jest bardzo oryginalny, i drugiego takiego nie ma. My jesteśmy wierni swojej estetyce od samego początku, a jest ona wyjątkowa. W związku z tym nas nie dotyczą żadne mody. Uważam, że można nas rozpoznać w jednej chwili. Graliśmy wiele koncertów w Polsce i za granicą i bardzo wiele osób nas słucha. Wiadomo, że sytuacja na rynku jest taka jaka jest, my nie jesteśmy w wielkim koncernie dysponującym nieograniczonym budżetem na promocje, ale wydaje mi się, że nasz zespół ma grono słuchaczy wiernych nam. To co robimy jest jak ikona.

S: Co masz przez to na myśli ?

T: Celem tworzenia ikon jest przedstawienie poprzez realne i widzialne formy rzeczywistości nadprzyrodzonej i niewidzialnej. I tu nie chodzi o to, że ma ona przedstawiać „Bóg wie co”. Czasem „zwykły” pejzaż może być tak niezwykły, że wydaje się być jakby oknem na tamten świat, oknem na drugą stronę.. W tym tkwi (takie jest moje osobiste zdanie) istota sztuki. To wszystko nie polega na udziwnianiu wizualnej rzeczywistości, to byłoby spłyceniem Tu chodzi, jak mi się wydaje, o patrzenie i przeżywanie jak najbardziej bezpośrednie i „czyste” – tak jak świat widzą dzieci. Dla mnie jest to już bardzo trudne, bo ja jestem „skażony” przez kulturę, a kultura zasłania prawdę.

S: Robert już w okresie „Legendy” mówił, że chce się usunąć z gitarą z planu brzmieniowego Armii. Wydawać by się mogło, szczególnie kiedy gitarzystą został Popcorn, że brzmienie grupy będzie mocno „sthrashowane”, a tymczasem rzeczywiście Armia brzmi łagodniej.

T: Tego nie da się ukryć, że Popcorn jest metalowcem i to szczególnie słychać w tych utworach, które są jego autorstwa. Jak np. w piosence „W krainie smoków” z płyty „Droga”. To jest bardzo charakterystyczny heavy metalowy riff i myślę, że mógłby to zagrać zespół Pantera. Ale Popcorn jest człowiekiem, z którym bardzo miło się współpracuje, on jest bardzo pokorny. Cieszę się ogromnie, że z nim gram. Mimo, że każdy gitarzysta gra po swojemu, nasz styl jest niezmienny, bo my gramy bez określonego nastawienia. W zespole nie ma w ogóle kłótni czy grać jakiś kawałek czy nie. Wszyscy to czują. Trudno jest nam przykleić jakąkolwiek etykietkę bo ani nie jesteśmy zespołem punkowym, ani metalowym, ani.. itd. Zawsze mówiłem, że jak już to jesteśmy kapelą bajkową lub zespołem poezji śpiewanej.

S: A jak się mają twe słowa o rozpoznawalności Armii do odejścia Roberta od zespołu. Czyż nie był on kompozytorem piosenek z pierwszych dwóch płyt grupy?

T: Nie, to jest pewien mit. Tworzyliśmy muzykę pół na pół. Do dzisiaj jest tak, że w zespole komponuję ja i gitarzysta. Robert był odpowiedzialny za brzmienie Armii i to jest jego największą zasługą. Bo zrobić fajne piosenki trzeba umieć, ale zrobić oryginalne brzmienie, takie jakiego nikt nie ma, jest jeszcze większą sztuką.

S: Czy on nie przedobrzył? Najgorsze jest to, że tego brzmienia z „Legendy” nie można już powtórzyć.

T: I nie widzę w ogóle takiej potrzeby. Ja wcale nie uważam „Legendy” za najlepszą płytę Armii. Wszystkie następne: „Triodante”, „Duch” i „Droga” stawiam na równi. A najlepsze teksty napisałem według mnie na płycie „Droga”. Każda z tych czterech płyt jest spojrzeniem na pewną tajemnicę od innej strony, ale one wszystkie mówią o tym samym.

S: Mam wrażenie, że wraz z płytą „Droga” coś się zmieniło w estetyce Armii. Jesteś bardziej kolorowy i masz więcej humoru.

T: Ha, ha, ha. Widzisz, ta płyta jest śmieszna i mi najbliższa. W tekstach wyraziłem dokładnie to co aktualnie chciałem, a nie zawsze mi się to udawało. I owszem, ta płyta ma więcej poczucia humoru, co jest jej olbrzymią zaletą. Tak, jak albumy „Legenda” i „Triodante” są patetycznymi obrazami, tak tutaj jest jakiś dystans do samego siebie i własnej twórczości. I na dzisiaj wolę coś takiego. Bliżej jest mi do nagrywania takich płyt niż do „Legendy”. Okładka natomiast jest wzięta z pudełka od herbaty, które zobaczyłem w sklepie. I płyta „Droga” jest jak herbata. Jak się ją otworzy to pachnie jak herbata. Ona jest ucieczką od tego świata w świat bajkowy. Ona pokazuje, że świat może być inny. Moja solowa płyta będzie podobna, tylko nie będzie taka ostra.

S: Zastanawiając się nad zmianą publiczności, która w dużym stopniu nastąpiła na koncertach Armii, czy brutalnie mówiąc, nie trafiliście marketingowo? Polska młodzież związana z ruchami katolickimi nie miała do tej pory zespołu rockowego, który mógłby jej się podobać od początku do końca. Oczywiście przede wszystkim ze względu na przekaz ideologiczny.

T: Na pewno część publiczności przychodzi na nasze koncerty z tego względu. Ale chyba nie sądzisz, że ja sobie usiadłem i pomyślałem, że jest taka luka i będę śpiewał pod nich? Jestem przekonany, że część naszej publiczności lubi nas tylko i wyłącznie z tego względu. Ale nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. My gramy dla wszystkich. Kto chce niech przyjdzie. Nie dzielę publiczności na lepszą i gorszą, stąd czy stamtąd.

S: Ogromne zmiany technologiczne spowodowały, że zespoły są teraz chyba bliżej swoich fanów, np. za pomocą internetu. Ty w ten sposób robiłeś konkurs na najpopularniejsze piosenki Armii. Czy teraz znasz bardziej swoich fanów niż kiedyś?

T: Kiedyś to byłem młodszy i większą część czasu, tak jak Tytus De Zoo, spędzałem „siedząc na murku” i gadając z kolegami. To były całkiem inne relacje, nie było telefonu komórkowego i internetu. Ja lubię sobie z kimś pogadać. Teraz nie powiem, że jest gorzej, jest inaczej. Bo nie chodzę już na „murek”. Swoją drogą ciekawe gdzie on teraz jest?

S: Mam wrażenie, że Twoja wiara zaczęła się mocno uaktywniać w takich dziwnych czasach, kiedy ZCHN i środowiska prawicowe wprowadzały w sejmie ustawy, które zaczęły mocno ograniczać zdobytą wolność. Kościół katolicki, jego aktywność polityczna, a co za tym idzie kwestia wiary zaczęły mocno różnicować ludzi, którzy kontestowali w latach 80-tych. I to zarówno przyjaciół z dawnego KOR-u, jak i alternatywną młodzież. I reakcją, szczególnie wśród młodych ludzi była kompletna abnegacja Boga, razem mogliśmy czytać w fanzinach przekleństwa pod kątem postaci boskich. Miałem wrażenie, że Twoja radykalizacja była poniekąd na wskroś punkową postawą buntu wobec tego ataku na wiarę samą w sobie.

T: Kościół zawsze będzie prześladowany, tym bardziej – polityka nie zbawi świata, polityka to jest kurestwo. Tak samo pełne półki w sklepach nie uczynią człowieka lepszym. Niestety zdobyta „wolność” często sprowadzała się do wolności mordowania własnych dzieci i swobodnego poniżania i degradowania ludzkiej osoby. To tak jak śpiewa Maleńczuk – Techno i Porno. Syf! Dla mnie taka „wolność” to kryptofaszyzm. Czym się różni „wolna” kobieta mordująca własne dziecko od SSmana „uwalniającego” się od Żyda? Ale tu nie chodzi o regulacje polityczne, tylko o to, że dla wielu ludzi życie ludzkie lub jego godność są niczym. Ja nie pójdę na żadne wybory, bo nie chcę wybierać pomiędzy złem a mniejszym złem. My nie pragniemy budować królestwa na ziemi. Nasza ojczyzna jest w niebie.

S: A ja zacząłem chodzić na wybory od jakiegoś czasu, bo wydawało mi się, że coś może ode mnie zależeć. Np., że będzie mniej takich chujów z ZCHN w Sejmie. Ale z drugiej strony tak sobie teraz myślę, że wybierając mniejsze zło, to utrzymuję jeszcze ten świat na powierzchni. Może gdyby tacy politycy idioci byli u władzy, szybciej by to wszystko rypnęło???

T: Nie bardzo rozumiem jaka jest różnica pomiędzy chujem z ZCHN, a chujem z SLD, AWS, UW czy chujem Budzyńskim. Ale jest dobra, wspaniała nowina: Jezus Chrystus wziął na siebie te wszystkie chujostwa i kurestwa i nas zbawił, zbawił od śmierci. Ludzie o tym nie wiedzą dlatego ciągle trwa wojna i zamęt. Jak ten cały cyrk rypnie On przyjdzie i nas zabierze ze sobą.

I to tyle. Tak na marginesie: często słyszę od znajomych, iż nie słuchają już Armii gdyż odpycha ich przesłanie bijące z tekstów zespołu. Jest to o tyle dziwne, że niewielka ich część dotyka Boga. No cóż, tak tworzą się mity – ocena bez weryfikacji. A może to strach przed nawróceniem wbrew sobie?

 

Oryginalnie wywiad ukazał się w fanzinie Arle-Zine.